Na temat karmienia piersią jest tyle opinii ile matek i są
one skrajnie różne. Przychodzi całkiem naturalnie, proste, cudowne,
przyjemne, stresujące, koszmar, bolesne,
tragedia, nigdy więcej … pełne spektrum emocji i każda na pewnym etapie
prawdziwa. Część z nich mam już za sobą, reszta pewnie przede mną …
W szpitalu zaraz po porodzie dostałam nagiego, bezbronnego
maluszka na piersi, żeby się przyzwyczaił do mojej flory bakteryjnej, zapachu
itp. Wtedy też powinien zacząć działać u niego instynkt szukania piersi … Po
ważeniu, mierzeniu i ubraniu znowu dostałam maleństwo w ramiona, tym razem
już na dobre. Położna kazała przystawić
go do piersi, tak żeby mógł ją poczuć, possać, polizać i się przyzwyczaić. Nie
było to jeszcze karmienie, raczej poznawanie się bliżej i przyzwyczajanie. Po
tym etapie położna przystawiła malca do mojej piersi pokazując mi jak powinno
prawidłowo wyglądać ssanie dziecka. Wydawało się to proste …
Następnego dnia, ponieważ miałam jeszcze mało pokarmu, jedna z pielęgniarek pokazała jak dokarmiać
maluszka ze strzykawki, wkładając mały palec, żeby nie zaburzać odruchu ssania.
To też nie było skomplikowane. Ale po wypiciu herbatki pobudzającej laktację i
użyciu laktatora okazało się, że pokarmu mam już dosyć i dokarmianie nie będzie
potrzebne. Przez 3 dni pobytu w szpitalu praktycznie nie miałam problemów z
karmieniem maleństwa. Było cudownie. Mały w nocy otwierał oczka, podpełzał,
łapał brodawkę i brał tyle ile chciał (spaliśmy razem w łóżku, nie byłam w
stanie się z nim rozstać ). W ciągu dnia brałam na ręce zaspanego malucha i
przystawiałam do piersi – tak mi się wydawało … Jedynym problemem było rozbudzenie śpiocha,
żeby chciał sobie possać …
Tuż przed wyjściem ze szpitala, karmiłam malca „po swojemu”.
Wtedy weszła położna, która prowadziła Szkołę Rodzenia, żeby się pożegnać.
Rzuciła okiem na ssącego malca i od razu stwierdziła, że nie jest dobrze
przystawiony do piersi. Szybkim ruchem skorygowała ułożenie i było dobrze –
niestety ja się tego nie nauczyłam …
Walka o ssanie
Problemy zaczęły się po powrocie do domu. Mój aniołek, który
w szpitalu ani razu nie zapłakał (oprócz szczepienia, badań i rutynowych
kąpieli pod kranem) i który ślicznie sobie jadł kiedy chciał, zmienił się
całkowicie. W nocy z wtorku na środę zanosił się płaczem do drugiej w nocy,
później zmęczony zasnął na ramieniu tatusia. W środę już nie było mowy o
przystawieniu do piersi, na jej widok zaczynał płakać, odwracać głowę, bić
piąstkami. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie i szok. Tego się nie
spodziewałam. Po kilku nieudanych próbach zaczęłam dokarmiać małego tak jak
pokazywała położna w szpitalu, strzykawką i palcem. Mały jadł chętnie i całkiem
niemało – nie był to więc problem z brakiem apetytu.
Moje emocje i uczucia
były jedną wielką huśtawką, z jednej strony cieszyłam się, że malec w ogóle je
a z drugiej strony czułam się fatalnie – zawiodłam jako matka, nie potrafię
nakarmić piersią własnego dziecka, ono mnie nie chce i odrzuca … łzy rozpaczy
same płynęły …
Do tego właśnie zaczął mi się nawał pokarmu, piersi stały
się naprawdę wielkie, bolące i nabrzmiałe –w sumie nic dziwnego, że malec się
ich bał …
Na szczęście miałam telefon do Pani Ewy, która prowadziła
nam Szkołę Rodzenia i jednocześnie jest doradcą do spraw laktacyjnych w
Wejherowie. Zadzwoniłam, porozmawiałam i dalej próbowałam. Za jej radą przed
karmieniem malca odciągałam pokarm laktatorem, tak żeby piersi były bardziej
miękkie i malec mógł sobie z nimi poradzić … niestety nie dawało to większego
rezultatu. Nadal musiałam karmić strzykawką.
Po całodziennej walce i braku jakichkolwiek rezultatów
umówiłam się na czwartek z Panią Ewą w szpitalu, żeby zobaczyła w czym jest
problem. Kolejny wieczór i pół nocy płaczu nie nastrajał optymistycznie, w
czwartek rano byliśmy wykończeni fizycznie i emocjonalnie. Ale postanowiłam, że
będę karmiła piersią i będę o to walczyła. Nad ranem zaczęłam kombinować i
próbować różnych sposobów, w końcu po godzinnych staraniach mały złapał pierś i
zaczął pięknie ssać. W międzyczasie przeczytaliśmy książki i poradniki
dotyczące karmienia, obejrzeliśmy zdjęcia i zalecane pozycje, w rezultacie skorygowaliśmy sposób przystawiania dziecka
(robiłam to bardzo źle). Po trzecim udanym karmieniu piersią, zadzwoniłam do
Pani Ewy i odwołałam przyjazd (nie chciałam czterodniowego dziecka brać do
szpitala).
Niestety, radość była przedwczesna … wieczorem zaczęło się wszystko od początku, płacz, krzyk, odwracanie główki, bicie piąstkami i histeria kończąca się jedynie po podaniu pokarmu strzykawką … Zrezygnowana poddałam się, sama nie dam rady … w piątek jedziemy do szpitala :(
Niestety, radość była przedwczesna … wieczorem zaczęło się wszystko od początku, płacz, krzyk, odwracanie główki, bicie piąstkami i histeria kończąca się jedynie po podaniu pokarmu strzykawką … Zrezygnowana poddałam się, sama nie dam rady … w piątek jedziemy do szpitala :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz